Lofoty - kraina w ktorej slonce nigdy nie zachodzi.


Wstepny plan byl taki ze zaczniemy dzialac gdzies pomiedzy Oslo a Bergen. Niestety caly czas po drodze padalo. Po dniu, nocy i dniu jazdy udalo sie przegonic deszcz. Znajdujemy miejsce na nocleg w okolicach Rondane National Park











Chmury wygladaja groznie ale my musimy troche rozprostowac kosci. Przez podmokle torfowiska przedzieramy sie w kierunku najblizszej gory.











To ostatni moment kiedy nie pada. Pierwsza przygoda z norweskimi gorami zakonczyla sie dosc mokro ;)











Kolejne rozprostowywanie kosci, juz za Trondheim. Do pandziuka udalo sie upchac rowery, szpej i cale jedzenie. Tylko bagaznik i przemoczone buty sie nie zmiescily ;P











Po drodze trzeba uwazac na losice ;)











Wreszcie ladujemy na Lofotach. Nie pada ale prognozy sa kiepskie. Dodatkowo od wspinaczy na kampie dowiadujemy sie ze od tygodnia swiecilo slonce i wlasnie przyjechalismy na zalamianie pogody ...











Dotleniamy sie czystym norweskim powietrzem. Jest godzina 1 wiec trzeba powoli isc spac...











Jeszcze troche ruchu przed spaniem.











Przez nastepne poltorej doby padal non stop deszcz. Juz zaczelismy sie zastanawiac czy nie daloby sie jakos przejechac do Chorwacji. Na szczescie nastepnego dnia rano budzi nas dlugo oczekiwane slonce :)











Lofoty wygladaja troche tak jak Tatry, tylko zamiast Zakopanego jest morze a w dolinach Chocholowskiej, Koscieliskiej fiordy. Czegoz chciec wiecej? :):)











Pogoda nie jest jeszcze idealna. Co godzine lapie nas niezla zlewa. Mozemy na razie zapomniec o dzialalnosci outdoorowej. Wsiadamy w pandziura i jedziemy w kierunku najdalej wysnieta miejscowosc o nazwie "A" ;)











Mijamy slynny filar Priest. Skala mokra, ale na okolicznych mniejszych formacjach, mimo przelotnego deszczu, widac juz pierwsze dzialajace zespoly.











Przejezdzamy przez malownicze miasteczka - porty.



































Droga prowadzi na polnocna strone archipelagu. Docieramy do otwartego morza. Piaszczysta plaza zacheca do kapieli, niestety temperatura wody i powietrza wrecz przeciwnie.























Tecza pojawia sie tutaj zwykle tuz nad horyzontem.











Rozbite przez sztorm stateczki rybackie i suszace sie ryby to czesty widok. Lepiej nie stac po zawietrznej ... ;)























Dotad udalo sie dojechac samochodem. Dalej, dzikimi pieknymi gorami prowadzi jeszcze szlak turystyczny ciagnacy sie wiele kilometrow. Trzeba tu wrocic!























Wysuszone na kosc dorsze, tzw sztokfisze. Podobno jako przysmak kulinarny eksportowane sa do krajow srodziemnomorskich.



























































Svolvear Geita - ta gora jest wizytowka glownego miasta Lofotow Svlovear. Skalna turnia wielkosci naszego Mnicha nie zwracalaby z pewnoscia na siebie uwagi gdyby nie jej podwojny wierzcholek (podobny do rogow kozy). Aby ukonczyc droge normalna nalezy wykonac okolo 1.5 metrowy skok z jednego rogu na drugi :)























Droga normalna wyceniona na norweskie 4+, przy przelewajacym raz za czas deszczu i temperaturze ponizej 10 stopni nabiera powagi...











Skok niestety w takich warunkach trzeba sobie bylo odpuscic :(











Jako jedna z niewielu drog wspinaczkowych na Lofotach wyposazona w komfortowe stanowiska zjazdowe. Wiekszosc drog jest 100% trad.











Widoczek na Svolvear z piku.











Na zejsciu wychodzi slonce. Pozegnalismy sie z deszczem juz do konca wyjazdu :)























Wokol nas mnostwo gor. Niektore wygladaja naprawde nieprzystepnie. Mozliwe ze niektore nie maja jeszcze zadnego wejscia ...











Jeszcze rzut oka na nasza koze i jedziemy poszukac dogodnego miejsca na obiadek.











Udaje sie znalezc, tym razem na plazy.











Tak wyglada spanie na Lofotach. Tam nie tylko jest jasno w nocy, ale 24 h swieci sloneczko :)























Poranna joga















































Przemieszczamy sie promem nieco na polnoc w mniej strome gory zeby zrobic pierwszy uzytek z rowerow.











Mosty daja rade :P











O, tu by mozna zaatakowac na rowery.











W oddali sniezne szczyty znajdujace sie w rezerwacie Moysalen



































Znajdujemy wreszcie petelke odpowiednia na rowery i ruszamy w droge. Dopiero o 16, ale przeciez godzina nie ma znaczenia, slonce caly czas swieci :)











Wjezdzamy w rejony Lofotow malo uczeszczane przez tyrustow.











Opuszczona wioska rybacka























I nabrzeze portowe, gdzie przed wielu laty stacjonowaly kurty rybackie z Bergen.











Postanowilismy zaatakowac fragment szlaku pieszego. Olbrzymie granitowe glazy w wielu miejscach utrudnialy droge ...























ale widoki wynagradzaly trud :)























Prawdziwa dzika plaza :)























W Norwegii rozbijac sie mozna w dowolnym miejscu, np na klifie z widokiem na morze.











My tym razem wybieramy miejsce nad potokiem z widokiem na gory.











Temperatura wody jest juz wkaszalna a nic nie wzmaga lepiej apetytu jak poranna zimna kapiel :)























Na rowerze tez trzeba uwazac na losie :)











Ostatecznie pobyt na Lofotach zakanczamy z jednym wycieczka Pandziurem, jednym wspinaniem i dwoma petelkami na rowerze. Pozostal spory niedosyt - trzeba koniecznie jeszcze raz odwiedzic to magiczne miejsce. Prognozy pogody znakomite. Pakujemy rowery i przemieszczamy sie za Narwik, gdzie jest glowny cel gorski wyjazdu - Stetind.















Back to main page ...