Jego Wysokosc Marmurowy Cfaniaczek


Miasta w Kirgizji - cos strasznego. Postsowieckie budownictwo i do tego kompletnie zaniedbane. Zato z podworka widac gory ;)











Park miejski w Karakol.











Czekajac na transport gramy z malymi localsami w zoche. Ponoc zoska pochodzi wlasnie z tych rejonow. Bralo sie jednorublowke, wiercilo sie w srodku dziure i przewlekano duzo welny tak ze robila sie mala pileczka.











Wreszcie mamy transport. Okazuje sie ze z nami jedzie szef bazy wojskowej w Mayda - Adyr razem z rodzina. Jestesmy ustawieni - zero kontroli wojskowych po drodze ;)











Polowa busika zaladowana zaopatrzeniem dla bazy ale jakos udaje nam sie zmiescic.











Mimo ze zaden z tych zegarow nie dziala autko daje sobie nadspodziewanie dobrze rade na stromych podjazdach i miejscami nienajlepszych drogach.











No, czasem trzeba zrobic przerwe na uzupelnienie wody w chlodnicy ;)











Krajobraz coraz bardziej surowy, robi sie chalodno - gramolimy sie na przelecz na 3800.











I wreszcie docieramy do Mayda - Adyr :)











Okazuje sie ze musimy czekac 2 dni na smiglo. Jak sie pozniej okazalo smiglowiec bral udzial w akcji ratunkowej w okolicy doliny Araschan











Zeby nie marnowac czasu idziemy na trek











Gospodarze szykuja dla nas sniadanko. W szybkowarze gotuje sie woda na czas a w specjalnej maszynce ze swierzo udojonego mleka robi sie smietana.























Dluga droga w dol. Jeszcze tu wrocimy na rowery! :)











Po okolo 1000m podejscia wylania sie przed nami kolejne lodowcowe pietro gorskie.











Wreszcie jest wiertlolot. Teraz dla odmiany sie troche zepsol i trzeba zreperowac ...























Ladujemy sie do srodka. Mimo protestow pilota leci jeszcze z nami cale zaopatrzenie do BC.











Znajac z opowiesci rozne hostorie o ruskich wiertlolotach mamy lekkiego stracha :O























ale szczesliwie udaje nam sie doleciec na miejsce!











Rano czeka nas kosmiczny widok ale tez niespodzianka ze nie przylecial z nami nasz gaz. Nasz plan ekspresowej akcji gorskiej bierze w leb. Misza wyciaga spod lady 4 butle ale to za malo - bedziemy musieli zejsc do BC za pare dni.











Pakujemy plecaki i ruszamy z depozytem do gory











Do jedynki podejscie prowadzi polem snieznym. Jest troche szczelin ale wygladaja na waskie. Snieg dobrze przetopiony wiec zagrozenia lawinowego niema.











W jedynce budujemy super wypasiony namiot-domek typu wloskiego. Zejscie po schodkach do strumyczka, spizarka na jedzenie (liofy), kuchnia, garderoba ...























Oprocz naszego jest sporo namiotow, wiekszosc jednak pusta.











Czas na relax i kontemplacje przyrody











Nastepnego dnia pogoda super. Bierzemy depozyt i idziemy do dwojki























Robi sie stromiej ale poreczowki sa nowe wiec mozna sie zajak kontemplacja kosmicznych widokow.











Kilka fragmentow mikstowych - baaardzo fajnie i bezstresowo :)











Ostatnie metry - troche mniej tlenu i tempo odrobine spada ...











Widok na przelecz i pik z plateau na 5400























Z gory widzielismy przylatujace smiglo - schodzimy do BC po reszte gazu











Lodowiec sie topi w zastraszajacym tempie. Podobno z roku na rok coraz wiecej wody.























BC to miejsce totalnie kosmiczne. Moglbym tu przyjechac i siedziec przez miesiac :)











Dostalismy od Miszy namiot, relaksujemy sie :)











Niestety prognozy sa nienajlepsze. Idzie dlugie zalamanie pogody. Zeby nie utknac w BC szybko sie zbieramy i idziemy do gory. Pod wieczor zaczyna wiac i sypac. W jedynce musimy czekac dwie doby. Pod wieczor drugiego dnia zaczyna sie przejasniac ...











Zamknieci na 3 metrach kwadratowych czekamy na sloneczko























I jest, ladny poranek. Gotujemy sniadanko...











... i szykujemy sie do drogi.























Taktycznie puszczamy przed soba spora ekipe Iranska. Chlopaki maja straszne parcie a wszystkie poreczowki sa pod sniegiem wiec beda sie mogli wykazac :P























Straszliwe skalki :)























W dwojce lapie nas kolejna dupowa, tym razem 3 dniowa. Znowu snieg, wiatr, zimno (-10 w namiocie). To ciegle czekanie troche przestaje mi sie podobac, majac swiadomosc ze istnieja lepsze sposoby spedzenia urlopu niz siedzenie w malym namiocie i wysypywanie sniegu z butow :/ Kropke nad i stawia zapalenie zatok. Jak wreszcie wychodzi slonce ...











to obieramy przeciwny kierunek i schodzimy do BC.











pogoda dalej niestabilna, niskie cisnienie i podejzane chmury. Czesc ludkow z dwojki wchodzi tylko na czapajewa, czesc decyduje sie na przenosiny do trojki.



































nas czeka dluuga droga w dol. Lodowiec caly zasypany swierzym sniegiem.



































jeszcze ostatni mostek nad szczelina























i jestesmy na dole. Misza wychodzi nam na przeciw, w mesie czeka na nas wielki gar zimnego kompotu!!!











bajeczny zachod slonca











imprezujemy (rozbilismy bank z napojami :)























na szczescie noc jest jasna i mozemy trafic do naszego namiotu :)























mamy dwa dni do smigla. Pogoda jednak sie utrzymuje. Postanawiamy w stylu nibyalpejskim (z jednym obozem posrednim) przekroczyc granice 6000 i wlezc na czapajewa.











na wieczor dochodzimy do jedynki. O drugiej w nocy start i nad ranem meldujemy sie na piku :)











a to juz nastepnego dnia powrot smiglowcem. Mamy szczescie bo zalapalismy sie na widokowa wycieczke do bazy poludniowej.











Podziwiamy przepiekne widoki na Inylczek - drugi najwiekszy lodowiec na swiecie.











Chan prezentuje sie duuzo atrakcyjniej od poludniowej strony.











Szczesliwie udaje nam sie podczepic do ekipy rosjan. Zaraz po ladowaniu ladujemy sie do ciezarowki i jedziemy do Karakol. Mijamy Inylczek - miejscowosc na koncu swiata. Kiedys za czasow ZSRR byla tu kopalnia i calkiem niezle prosperujace miasteczko. Teraz zostaly tylko ruiny. Albo kopalnia byla sztucznym tworem komunistycznej gospodarki albo localsi nie maja smykalki do interesow ...















Back to main page ...