Co sie dzieje sie, czyli stepy, kunie i dzikie jurty


Mamy jeszcze kilka dni a tak naprawde niewiele mielismy kontaktu z prawdziwymi localsami.











Obieramy kierunek Naryn, w poszukiwaniu dzikich Jurt











Na miejscu lekki szok. Jurt niema, koni niema, sucho jak pieprz, i na srodku tego wszystkiego stare blokowiska.











To co sie popsulo remontuje sie takimi ceglami - z blota i trawy ...











Robimy wycieczke po przedmiesciach Narynia











Szczasliwie trafiamy do wlasciwego gostka - wykonuje kilka telefonow i udaje sie zalatwic konie razem z gidem. Nastepnego dnia ruszamy przed siebie :)











Im wyzej tym robi sie bardziej zielono











Pojawiaja sie spore wapienne sciany











pniemy sie stromo do gory wawozem











troche jak w dolinkach :)











i nagle wielkie woooow. Przed nami rozposciera sie pagurkowaty plaskowyz ozdobiony wapiennymi skalkami























sielanka











na srodku plaskowyzu jezioro solkul



































Nasz gid po raz pierwszy pelni role gida. Tak naprawde jest gostkiem ktory wychowal sie w jurtach (zna teren i ludzi) i mial akurat kilka dni wolnych zeby z nami jechac.























Na calym plaskowyzu co kilomert rozlokowane sa jurty. Zwykle dwie (jedna kuchenna druga do spania), obok zagroda na owce, kilka psow i krowa.











Przez srodek biegnie terenowa droga ktora raz dojezdza auto z zaopatrzeniem oraz skupujace welne, smietane i inne pasterskie wyroby.























Gospodarze szykuja dla nas sniadanko. W szybkowarze gotuje sie woda na czas a w specjalnej maszynce ze swierzo udojonego mleka robi sie smietana.



























































przestrzen i wolnosc :) drugiego dnia udalo nam sie nawet troche pogalopowac. Tylko potem ciezko bylo usiedziec :P



































w oczekiwaniu na transport.











jaki?











Dluga droga w dol. Jeszcze tu wrocimy na rowery! :)























Bischkek. Dzien zwiedzania zaowocowal upolowaniem kilku kirgizkich czapek i poteznego arbuza. Noi chyba troche niepotrzebnie jedlismy tego kebaba :O



























Back to main page ...